Rasistowska Nivea? Kontrowersyjna reklama.

Po fali internetowego hejtu jedna z czołowych marek rynku kosmetycznego musiała usunąć swój wpis z mediów społecznościowych i wydać specjalne oświadczenie. Ile emocji może wywołać antyperspirant?

pobrane

To już kolejna w tym tygodniu kontrowersyjna i szeroko komentowana reklama dużej marki. Po irracjonalnym klipie reklamowym Pepsi, którego akcja toczyła się wokół manifestacji, wiolonczelisty na dachu, muzułmańskiej artystki i łączących ich wszystkich lodówek pełnych schłodzonego napoju, myśleliśmy że nic nas już nie zaskoczy. Nivea uderzyła jednak w punkt, który musiał odbić się szerokim echem i wzbudzić skrajne emocje.

Pozornie to zwyczajna kampania bardzo elegancko wpisująca się w kreację marki. I nie chodzi ani o sam produkt ani o zdjęcie. Antyperspirant kosmetycznego koncernu jest reklamowany jako produkt, który nie zostawia śladów na czarnych i białych ubraniach. I wszystko byłoby ładne i ze smakiem gdyby nie bardzo dosadne hasło, które tak oburzyło ludzi na całym świecie. “White is purity” (“Biel to czystość”) bardzo łatwo wywołało rasistowskie skojarzenia. Na reakcje internetu nie trzeba było długo czekać. Reklamę kosmetyku zaczęto porównywać do haseł głoszonych przez nazistów, a atmosferę jedynie podsycił fakt, że reklama miała być skierowana do odbiorców na bliskim wschodzie. Firma oczywiście zareagowała błyskawicznie, usunęła niefortunny wpis i opublikowała oświadczenie, ale w internecie nic nie ginie i zdjęcie doczekało się już tysięcy udostępnień i przeróbek.

Dotarły do nas głosy obawy dotyczące dyskryminacji etnicznej w związku z reklamą dezodorantu Nivea Black & White na stronach bliskowschodniego Facebooka. Bardzo nam przykro, jeśli ktoś poczuł się urażony tą specyficzną wiadomością. Kiedy tylko zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo może on być zwodniczy, post natychmiast został wycofany. – możemy przeczytać w oświadczeniu opublikowanym przez Nivea.

To już nie pierwsza wpadka Nivei z rasizmem w tle. Poprzednia reklama produktów do golenia przedstawiała czarnoskórego, krótko ostrzyżonego mężczyznę, który w ręku trzyma czarnoskórą głowę z bujnym afro. Ta kampania również opatrzona była wiele mówiącym hasłem “Re-civilize yourself”. Internet nie zapomina więc zestawienie obu wpisów pojawiło się od razu.

Na stronach poświęconych zagadnieniom związanym z marketingiem wrze, a internauci wciąż spierają się czy była to jedynie niefortunna wpadka czy też celowe wywołanie kontrowersji. Niezależnie od intencji cel został osiągnięty, a sama reklama dotarła już chyba wszędzie i dziś na całym świecie mówi się o kosmetyku popularnej marki. Warta 6 miliardów euro marka teraz pewnie będzie, przynajmniej przez jakiś czas, uważniej dobierać słowa. Czy wzbudzanie skrajnych emocji to dobra droga do osiągnięcia odpowiedniego zasięgu? Czy może też cała dyskusja to jedynie nadinterpretacja? Oceńcie sami.

Share This:

Napisz, zadzwoń, umów się na spotkanie